Co dalej z pozwami o prawa autorskie w kontekście AI ?

W zeszłym tygodniu firmy technologiczne Anthropic i Meta odniosły istotne zwycięstwa w dwóch niezależnych sprawach sądowych dotyczących naruszenia praw autorskich. Chodziło o to, że trenowały swoje duże modele językowe na książkach objętych ochroną prawną – bez zgody autorów. Te wyroki to pierwsze tego typu rozstrzygnięcia w sprawach dotyczących AI i praw autorskich. I mają duże znaczenie.

Spór między twórcami treści a firmami technologicznymi toczy się wokół pytania, czy można legalnie wykorzystywać chronione dzieła do trenowania sztucznej inteligencji. Z prawnego punktu widzenia chodzi o tzw. dozwolony użytek – czyli sytuacje, w których korzystanie z chronionych materiałów nie wymaga zgody właścicieli praw. Ale w głębszym sensie to walka o to, jak pogodzić kreatywność ludzi z możliwościami, jakie daje AI.

Obecnie w sądach toczy się kilkadziesiąt podobnych spraw. Dotyczą one nie tylko Anthropic i Meta, ale też Google, OpenAI, Microsoftu i innych gigantów technologicznych. Po drugiej stronie są zarówno indywidualni twórcy – pisarze, artyści – jak i wielkie instytucje, jak Getty Images czy The New York Times.

To, jak zakończą się te procesy, może mieć ogromny wpływ na przyszłość rozwoju sztucznej inteligencji. W skrócie: jeśli sądy uznają, że firmy nie mogą już bezpłatnie korzystać z cudzej twórczości, będą musiały płacić za dane treningowe albo szukać zupełnie innych źródeł. A to może oznaczać wielką zmianę dla całej branży.

Dlatego wygrane z zeszłego tygodnia są tak ważne – choć, jak się okazuje, sprawa wcale nie jest zamknięta. Gdy przyjrzymy się wyrokom bliżej, widać, że nie są one tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać. W pewnych kwestiach wzmacniają one argumenty firm technologicznych. Ale wciąż nie ma jasności, jak interpretować „dozwolony użytek” w kontekście AI.

Jedna z najważniejszych rzeczy, które powiedział sędzia Chhabria w sprawie przeciwko Meta, to że firma wygrała nie dlatego, że miała rację, ale dlatego, że strona pozywająca nie przedstawiła wystarczających dowodów. Innymi słowy: sąd nie rozstrzygnął, czy Meta działała legalnie, tylko uznał, że przedstawione przez autorów argumenty były zbyt słabe, by można było przyznać im rację.

Sędzia podkreślił też, że wyrok ma ograniczone znaczenie. Dotyczy tylko tej jednej konkretnej sprawy – trzynastu autorów, którzy złożyli pozew. Nie przesądza o losach podobnych spraw innych twórców. Co więcej, nie oznacza, że używanie przez Metę chronionych prawem autorskim materiałów do trenowania sztucznej inteligencji jest automatycznie zgodne z prawem. Można to więc odczytać jako sygnał: „jeśli macie lepsze argumenty, spróbujcie jeszcze raz”.

Meta i Anthropic nadal muszą zmierzyć się z kolejnymi oskarżeniami. Chodzi m.in. o zarzuty, że pozyskane przez nie książki pochodziły z pirackich źródeł. W przypadku firmy Anthropic rusza osobny proces dotyczący właśnie tego – nielegalnego pozyskania materiałów. Z kolei Meta została zobowiązana do rozmów z powodami w celu rozwiązania sprawy bez dalszego postępowania sądowego.

Co z tego wszystkiego wynika?

Bez wątpienia – te pierwsze wyroki są ważne. Ale to dopiero początek. Dyskusja zarówno o aspektach prawnych, jak i etycznych dopiero się rozkręca. Prawnicy przypominają, że pierwsze pozwy pojawiły się już ponad dwa lata temu, a biorąc pod uwagę liczne apelacje i ponad 40 nadal toczących się spraw, minie jeszcze sporo czasu, zanim wszystko się rozstrzygnie.

Z kolei Tyler Chou, prawniczka reprezentująca wielu twórców z YouTube’a, nie kryje rozczarowania: „Uważam, że autorzy byli po prostu słabiej przygotowani. Nie mieli środków ani czasu, by zapewnić mocne ekspertyzy i dane, których oczekiwali sędziowie”.

Jednocześnie podkreśla, że to dopiero pierwszy rozdział większej batalii. Jej zdaniem prawdziwe starcie zacznie się wtedy, gdy do gry wkroczą najwięksi – wydawnictwa, wytwórnie muzyczne czy duże media. „Wtedy zobaczymy, czy dozwolony użytek rzeczywiście przetrwa próbę czasu w epoce sztucznej inteligencji”.

A jeśli sądy nie rozwiążą problemu?

Nawet jeśli zapadnie kiedyś przełomowy wyrok, to nie znaczy, że problem zniknie. Bo tak naprawdę nie chodzi tu wyłącznie o same prawa autorskie. Dla wielu twórców to jedynie narzędzie – sposób, by chronić coś znacznie ważniejszego: swój sposób zarabiania i sensowność dalszego tworzenia.

Jeśli sztuczna inteligencja zacznie masowo zalewać internet tanimi, powtarzalnymi treściami, to wartość prawdziwej, ludzkiej twórczości może zacząć spadać. A jeśli to, co tworzymy, przestanie być doceniane i opłacalne, to czy ludzie nadal będą chcieli tworzyć i dzielić się swoją pracą?

Z tego powodu te spory są czymś więcej niż tylko pytaniem o to, co wolno, a czego nie. To debata o przyszłości kultury, twórczości i o tym, jakie miejsce w cyfrowym świecie powinien mieć człowiek obok maszyn.

Podsumowanie i spojrzenie w przyszłość

Sprawy dotyczące praw autorskich i sztucznej inteligencji to dopiero początek trudnej i wielowątkowej debaty. Choć sądowe orzeczenia tworzą ważne precedensy, nie rozwiązują kluczowych dylematów związanych z tym, jak chronić twórców w czasach gwałtownego rozwoju AI. Wciąż nie wiadomo, czy uda się wypracować uczciwy system, który z jednej strony pozwoli na dalszy rozwój technologii, a z drugiej – zapewni realne wsparcie dla twórców i szacunek dla ich pracy. Wiele jeszcze przed nami.

Źródło: Opracowanie własne na podstawie: https://www.technologyreview.com/2025/07/01/1119486/ai-copyright-meta-anthropic/